piątek, 11 grudnia 2015

#1 Drogi Pamiętniku


1

 

Drogi Pamiętniku,                                                                                                                               12.12.2015

Jest 7 rano, znowu miałam „ten sen”. Sen o wampirach, czarownicach i o dziewczynie która była zwykłą śmiertelniczką. Właśnie nią byłam , wołali do mnie Amando. Byłam pomiędzy młotem a kowadłem. Po między prawdziwą miłością, a życiem bliskich. Zawsze gdy byłam przed wyborem, sen się urywał, tak nagle. Tym razem też tak było. Wstałam tak wcześnie, ponieważ wyjeżdżam dzisiaj do ojca, na drugi koniec kraju. Nie chcę tam jechać, nie znam ojca zbyt dobrze, widuje go tylko od święta. Mam u niego mieszkać do momentu poprawy zachowania. To, że parę razy byłam na komisariacie z powodu kradzieży nie oznacza, że mam być tak okrutnie karana. Jest już 7.30, muszę kończyć. Mam jeszcze się spakować!

 

Gdy skończyłam pisać, zeszłam na dół. Czekała tam na mnie matka, nie cierpię jej. Tak, to moja matka! Co z tego, że mnie wychowuje, jak mnie nie rozumie!?

-Córeczko, zjedz śniadanie i dopakuj się, o 9 będzie tato – powiedział jak zwykle irytując mnie.

-Nie nazywaj mnie tak!

-Jak?! Córeczko!? Przecież jesteś moją córkom?! Jedz to śniadanie.

Usiadłam wściekła i zjadłam to śniadanie, o ósmej byłam już w pełni gotowa, psychicznie, musiałam się jeszcze spakować. Zadzwoniłam do Julki, rudowłosej dziewczyny która jest moją przyjaciółką, miałyśmy się spotkać, nie mogła. Pewnie jej się nie chciało, wystawiła mnie miałam się z nią tylko pożegnać. Byłam jeszcze bardziej rozwścieczona. Już nikomu nie zależy na mnie. Na myśl o tym zrobiło mi się smutno, chciało mi się płakać. Poszłam do mojego pokoju, z niebieskimi ścianami, ten kolor mnie uspokaja. Położyłam się na wielkie beżowe łóżko, zawsze w dzieciństwie kładłam się na nim i wyobrażałam sobie, że jestem księżniczką. Tak bardzo chciałabym wrócić do mojego dzieciństwa, nasza rodzina była cała: ja, brat, mama i osoba z którą teraz prawie się nie widuje, mój tata. Rodzice rozwiedli się, gdy miałam osiem lat, teraz mam dwa razy tyle i dalej nie rozumiem. Dlaczego?! Często zadaje sobie to pytanie. Dlaczego nikt mnie nie rozumie, dlaczego ojciec wyjechał, mogłabym wymienić wiele przykładów. Kiedyś „dlaczego” miało mniejsze znaczenie. Dlaczego niebo jest niebieskie czy dlaczego mam akurat różową koszulkę. Kiedyś chciałam być dorosła, teraz chcę być znowu dzieckiem, tą beztroską dziewczynką, której marzeniem było znalezienie księcia. W momencie wylania wszystkich łez zaczęłam się pakować. Spakowałam ulubioną parę dżinsów, parę koszul w kratę, to w czym zazwyczaj chodzę do szkoły. Mama obiecała, że dowiezie resztę rzeczy, jak przyjedzie mnie odwiedzić. Gdy kończyłam się pakować, zapukał brat. Ma na imię Paweł, ma dziesięć lat, blond włosy i uśmiech który zawsze potrafi mnie pocieszyć.

-Hej, mogę wejść?

- Jasne – odpowiedziałam.

-Będę tęsknić, wiesz?

- Wiem – przytuliłam go a czułością.

- Nie przytulaj mnie! –jak zwykle zaczął krzyczeć.

Wzięłam wtedy moją ulubioną poduszkę i walnęłam go leciutko. On chwycił za drugą i tak rozpoczęła się wojna na poduszki. I jak on  może mnie nie pocieszać? On jest chyba jedyna osobą która nie zadaje zbędnych pytań. Jest jak najlepszy przyjaciel, jak Zuzka, nigdy nie spytają nie pytani, nie zadają trudnych pytań, akceptują mnie taką, jaką jestem. Rozwydrzoną, brunetką która jeszcze nie wie czego wymaga od życia. Zawsze potrafił przyznać się do siebie i do swoich błędów. Popatrzyłam na mój telefon, była już 8:50, miałam dziesięć minut, jeszcze chciałam porozmawiać z mamą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz