Drogi Pamiętniku, 12.12.2015
Bardzo chciałam porozmawiać z mamą ona jednak
zdążyła się tylko ze
mną pożegnać, siedzę w
samochodzie człowieka
którego
nie znam. Tak szczerze, to ja chyba wcale nie chcę go poznawać. Mam ochotę się rozpłakać.
Jechaliśmy
ponad osiem godzin, a ja ciągle myślałam o mojej rodzinie, o rozwodzie rodziców
czy pozostawieniu mojego brata samego. Chciałam wracać, chciałam jak
najszybciej przytulić się do mojej mamy i brata. Wtedy nie wiedziałam, że ten
wyjazd zmieni więcej niż się spodziewałam. Zadałam tacie pytanie:
-
Mieszkasz sam, w domu mieszkaniu? Opowiedz mi coś o sobie – nie wiem dlaczego
to powiedziałam.
- Mam
dziewczynę mieszkam z nią chyba wiesz?
-Jak
to?!
-Mama
Ci nic nie powiedziała? – popatrzył w moje oczy i kontynuował – może nie
chciała Cię martwić. Ma dwójkę dzieci, jedno jest w twoim wieku a druga o rok
młodsza.
Jeszcze
tego brakowało, nowej rodzinki. Świetnie! Jestem taka szczęśliwa! Nie dość, że
będę z nim mieszkać to na dodatek będę mieszkać z jego nową rodziną! Dobra
Paulina uspokój się. Nie będzie tak źle. Będzie tak źle! W dalszej drodze która
trwała zaledwie pół godziny nic nie mówiłam. Ojciec tez się nie odzywał.
Chciałam żeby ktoś mi powiedział będzie dobrze, dasz redę. Ale kto? Kto mógłby
tak powiedzieć? Byłam sama. Jedna z moich Przyjaciółek ma mnie w dupie a druga,
a właśnie napisze do Zuzi. Przez przypadek napisałam do rudej jędzy, wiem, to
nie ładnie myśleć tak o przyjaciółce ale…
…ale ona mnie wystawiła. Już nie raz się tak działo. Przyjaźniłyśmy się
od przedszkola, gdy poszłyśmy do różnych podstawówek, ona miała innych
przyjaciół i ja. Później jednak jakoś się dogadałyśmy. Jakoś szło dalej.
Zapomniałam o jednym, nasze mamy się przyjaźnią, i dlatego ciągle się z nią
widuje. Znaczy lubiłam ja kiedyś ale.. teraz to ja już nie wiem. Nie wiem, ja
już nic nie wiem. Nagle tata się odezwał:
-Na
pewno polubisz Darię i Mikołaja – domyśliłam się, że tak maja na imię dzieci
„mojej macochy.
- Na
pewno – powiedziała z sarkazmem.
- Z
Darią macie wspólną pasję, znaczy ciągle siedzicie na tych telefonach, na
Facebooku – świetnie, dlaczego on uważa, że ja ciągle siedzę na telefonie –
chyba, że ty jesteś z tych dziewczyn bez ciągłego siedzenia na telefonie.
Pomyślałam,
że jeszcze ma jakieś szanse, w sumie nie jest taki zły. Pomyślałam. Jak go
poznam będzie lepiej? Wmawiała sobie, chciałam aby tak było, chciałam aby
wszystko dobrze się skończyło. Naprawdę chciałam wrócić do domu. Do mamy…
- Już
dojeżdżamy, moja dziewczyna ma na imię Weronika. Jestem z nią naprawdę
szczęśliwy.
-
Chcesz powiedzieć, że mam być miła? – spytałam wprost.
- Nie
to miałem na myśli, znaczy tak ale – ale nie powiesz mi tego wprost.
Dokończyłam za niego w myślach.
-
Będę starała się być miła – zapewniłam ze łzami w oczach.
Łzy
starałam się ukryć ale chyba moje smutne niebieskie oczy mówiły same za siebie.
Ojciec jednak nic się nie odzywał. Nic nie powiedział milczał, powiedziałabym,
że milczał jak grób do momentu jego słów: „wysiadamy, jesteśmy na miejscu”.
Brzuch nagle zaczął mnie boleć, jeszcze bardziej gdy zobaczyłam jego dom.
Wyglądał jak pałac, ciekawe kim teraz jest, księciem. Lepiej by spytać, jak
bardzo bogata jest jego dziewczyna. Wtedy zemdlałam…
Co ja
tu robię Gdzie ja jestem? Wtedy po mojej głowie krążyło wiele pytań, nic nie
wiedziałam, dopiero po chwili z „mgły” zaczęła mi się wyłaniać męska postać.
Był to chłopak o jasnej cerze, z blond włosami. Zaczęłam wstawać, powoli
podniosłam głowę. Byłam w jakimś ogromnym pomieszczeniu, wywnioskowałam, że to
jadalnia po ustawionych stołach. Na białych ścianach było wiele obrazów,
pięknych starych obrazów. Z zamyślenia wyciągnął mnie piękny głos, głos
chłopaka, który jeszcze przed sekundą był nade mną nachylony:
-Wszystko
dobrze? Twój tata poszedł do kuchni po wodę zaraz będzie.
- Tak
wszystko dobrze.
Wtedy
otworzyły się drzwi które miały pewnie z dwa metry, były przepiękne, wbiegł
przez nie mój ojciec. Tego dnia poznałam wredną, brunetkę, myślącą, że jeżeli
jej mama jest bogata to wszystko może. Jej mamę, myślącą, że jej córeczka jest
najpiękniejsza i Mikołaja który zarażał swoim entuzjazmem. On jedyny w tej
rodzinie mnie zaakceptował, nie licząc mojego ojca który zgodził się mną
zaopiekować. Sądzę, że sam nie wpadła na „pomoc mi”, pewnie mnie nie chciał,
miał przecież tak idealną rodzinę. Poszłam wcześnie spać, byłam bardzo
zmęczona. Nie wiem co czeka mnie jutro, pojutrze…
Drogi
Pamiętniku,
13-12-2015
Wychodząc
z pięknego pokoju, pewnie trzy razy większego niż mój, nie licząc pięknej
błękitnej łazienki, tylko „mojej” łazienki. Na korytarzu spotkałam tatę z jakąś
paczką, miał poważną minę:
-
Możemy porozmawiać?
-
Oczywiście – mówiłam bez przekonania.
- To
nie będzie prosta rozmowa, nasza rodzina jest niezwykła, bardzie twoja niż
moja, chodzi o twoją babcię, mamę twojej mamy?
- Tą
która nie żyje?
- Tak
właśnie o nią – przestraszyłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz